Paralaksa tła

Bulimia sportowa – czym jest i jak sobie z nią radzić?

Uporządkuj zaległe sprawy

5 maja 2016
Jak łatwiej wdrożyć zdrowe nawyki? Siedem wskazówek dla początkujących
10 maja 2016
 

Zaburzenia odżywiania to problem, o który niemal każda z aktywnych fizycznie kobiet musiała się chociażby otrzeć. Wszelkie zaburzenia odżywiania mają wspólny początek, a jest nim chęć zgubienia kilku kilogramów.

Zapisujesz się wtedy na siłownię, rozpoczynasz różnego rodzaju treningi, jednocześnie ograniczając przyjmowanie pożywienia. Pierwsze rezultaty w postaci utraty wagi motywują Cię do kolejnych zmian. Wprowadzasz więc jeszcze więcej ograniczeń, aby rezultaty były jeszcze bardziej widoczne. Na takim etapie istnieje ryzyko wystąpienia zaburzeń odżywiania.

 
Anoreksja

Anoreksja, czyli tak zwany jadłowstręt, jest chorobą powszechnie znaną. Osoba chora ma zaburzony obraz własnego ciała i niemalże całkowicie rezygnuje z jedzenia, aby doprowadzić do jak najniższej wagi. Anoreksja nieodwracalnie wyniszcza organizm, a nieleczona może prowadzić nawet do śmierci.

Bulimia

Kolejnym popularnym zaburzeniem jest bulimia. Chorujący na bulimię miewa ataki obżarstwa, w trakcie których zjada nierzadko ogromne ilości pożywienia. Po napadzie występują zazwyczaj tzw. Zachowania kompensacyjne, które mają na celu pozbycie się nadmiaru jedzenia z żołądka. Mówiąc wprost, bulimicy najczęściej prowokują wymioty, stosują środki przeczyszczające... albo nadmiernie ćwiczą, aby spalić kalorie, jakie dostarczyli do organizmu podczas napadu.

Bulimia sportowa

Bulimia sportowa jest tak zwaną „nieprzeczyszczającą” odmianą bulimii. Chorzy, po napadzie wilczego głodu wykonują bardzo intensywne ćwiczenia fizyczne, aby zagłuszyć wyrzuty sumienia i nie doprowadzić do tego, by spora dawka żywności odbiła się na sylwetce. W skrajnych przypadkach, chorzy dosłownie padają z wycieńczenia, tracą przytomność, a po jej odzyskaniu kontynuują ćwiczenia.

Choroba zaczyna się niewinnie. Pamiętam, gdy mama namawiała mnie „ Zjedz kawałek ciasta! Tyle ćwiczysz, zaraz i tak wszystko wyskaczesz”. „To jest myśl!! ” pomyślałam pewnego razu. Przecież mogę zjeść drugi kawałek ciasta i zostać na siłowni pół godziny dłużej, aby go spalić. Jeśli małe lody z Mc Donalds mają około 150 kcal, to około 20 minut biegu na bieżni może sprawić, że pozbędę się lodów z mojego ciała. Przez długi czas nadmiar jedzenia nadrabiałam trzema godzinami na siłowni. Gdy w zimie popsuł mi się samochód, jechałam na trening rowerem lub autobusem. Nie było mowy o dniu przerwy, panicznie bałam się tego, że mogę przybrać na wadze. Gdy nastała wiosna, do kilku godzin na siłowni dołożyłam poranne 10 km biegu na świeżym powietrzu. To naprawdę sprawiało mi przyjemność, jednak dla mojego organizmu najwyraźniej było to zbyt wiele. Obeszło się u mnie bez dramatów w rodzaju utraty przytomności, nie obeszło się jednak bez całkowitego wpływu na zdrowie, w skutek czego na około dwa miesiące musiałam całkowicie zrezygnować z siłowni. Wrodzone predyspozycje, połączone z ciężkim treningiem, niewystarczającym rozciąganiem, brakiem regeneracji i wiedzy o własnym ciele spowodował, że zaczęły drętwieć mi nogi. W okolicy biodra czułam przeszywający ból, który promieniował na całą nogę i doprowadzał do tego, że traciłam równowagę.

 

Znajomi polecili mi znaną w naszej okolicy fizjoterapeutkę, która zdiagnozowała u mnie zespół naprężacza powięzi szerokiej. Po miesiącach cotygodniowych wizyt w jej gabinecie, a raczej tortur okupionych niesamowitym bólem, jestem prawie zdrowa. Ból ustał, czuję go okazyjnie, gdy przesadzę z ciężarem lub z intensywnością treningu.

 

Co zrobiłam, aby nie wracać do dawnych nawyków?

Dwa miesiące bez siłowni sprawiły, że zaczęłam doceniać chwile tylko dla siebie. Przyjemna stała się tak banalna czynność, jak chociażby oglądanie telewizji. Mogłam po prostu poleżeć w łóżku popołudniu i nie robić nic ( na co od lat nie miałam czasu, bo trening był zawsze najważniejszy). Dwumiesięczna pauza sprawiła, że zmieniłam nastawienie do ćwiczeń. Nie ćwiczę już po to, aby obsesyjnie dbać o wagę i sylwetkę (dobra sylwetka jest miłym efektem ubocznym ;-)), ale dlatego, że sprawia mi to ogromną przyjemność. Odnalazłam radość w innych formach ruchu, w trakcie których może i spalam mniej kalorii, ale nie są one tak wymagające jak cross fit. Mam na myśli na przykład jogę, która pozwala mi się uspokoić i wyciszyć, a dodatkowo pięknie wysmukla i wzmacnia mięśnie. A gdy wypadnie mi coś, przez co nie mogę iść na trening – świat się nie zawali, od jednej nieobecności nie przytyję. To bardzo ważne, aby znaleźć idealny balans pomiędzy treningiem i resztą życia. Aby umieć sobie od czasu do czasu odpuścić. Czy to na rzecz spotkania z przyjaciółmi, czy po prostu po to, by odpocząć.

 
 

Zaburzenia odżywiania są chorobami duszy i swoje źródło mają w naszych wewnętrznych, skrytych problemach. Gdy widzisz u siebie sygnały, mogące świadczyć o początkach zaburzeń, warto abyś wybrał się do specjalisty, zanim choroba wyrządzi Ci krzywdę. Aktywność fizyczna ma być przyjemnością, która podnosi jakość Twojego życia. Przestaje być przyjemnością w momencie, gdy używasz jej jako sposób na ukaranie samego siebie za zjedzenie nadprogramowych kalorii. Moja rada brzmi banalnie – naucz się umiaru, a w chwilach wyjątkowej słabości po prostu sobie odpuść.

A czy Wy macie styczność z osobami, które borykają się z zaburzeniami odżywiania? A może sami macie taki problem ? Zachęcam do dyskusji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *