Paralaksa tła

Czy pozytywne myślenie ma sens?

Mugcake – ekspresowy przepis na słodkie ciacho bez pieczenia :)
1 grudnia 2016
Chlebek bananowy – mój sposób
13 grudnia 2016
 

Podążasz swoją ścieżką. Kraina, jaka otacza Twoją życiową drogę jest na początku jak z bajki. Obok siebie widzisz kwitnące drzewa, pachnące kwiaty, błękit nieba i pełne, jaskrawe słońce. Podróż mija Ci przyjemnie, jedynie raz na jakiś czas na niebie pojawiają się chmury, które przynoszą niewielki deszcz tylko po to, aby za chwilę rozgonił je wiatr i abyś od nowa mógł ujrzeć słońce. Po kilku miesiącach podróży zauważasz, że coś zaczyna się zmieniać. Coraz częściej blask słońca jest tłumiony przez czarne chmury. Zieleń na drzewach wydaje się coraz bardziej zgaszona, a piękne i kolorowe dotąd kwiaty powoli tracą płatki. Wieje coraz mocniejszy wiatr, który otula Cię chłodem i powoduje nieprzyjemny dreszcz na całym ciele. Widzisz przed sobą bardzo ostry zakręt. Starasz się zwolnić, jakoś zahamować bieg wydarzeń, ale nie jesteś w stanie. Pędzisz jak oszalały przed siebie, w oczach masz już wizję przyszłych wydarzeń a strach ogarnia całe Twoje ciało. Nie jesteś w stanie niczego zahamować, zmienić biegu rzeczy, chociaż tak bardzo chcesz. Poddajesz się temu i z hukiem wypadasz z zakrętu. Tumany kurzu, ogromny hałas i trzask. Gdzieś na życiowym poboczu po chwili odzyskujesz świadomość. Kręci Ci się w głowie, całe Twoje ciało boli. Jesteś sam, jest zimno... nie wiesz dokąd pójść i kogo poprosić o pomoc. Bezradnie kulisz twarz w dłoniach, chciałbyś zastygnąć, zasnąć i obudzić się w lepszym świecie...

 

Jak pozostać optymistą, gdy świat wali się na głowę?

 
Nigdy specjalnie nie kryłam się ze swoim podejściem do życia. Mam pozytywne nastawienie, lubię ten świat, ludzi, wierzę w dobro i czyste intencje, przez co często zarzucano mi dziecinną naiwność. Niejeden starał się przekonać mnie, że moje pozytywne spojrzenie na świat zmieni się w momencie, kiedy napotkam na swojej drodze prawdziwy problem. Jest w takim stwierdzeniu sporo prawdy. Ciężko cieszyć się z dobrej pogody, czytać rozwijające i pozytywne książki i uśmiechać się do przechodniów, gdy jedyne, co szczerze masz ochotę zrobić, to schować się pod kołdrę i zastygnąć tam na kolejny rok. Wszelkie codzienne czynności nagle przestają mieć jakiekolwiek znaczenie, schodzą na dalszy plan. Brakuje pomysłów i chęci na ich realizację, a cały wysiłek skupia się na tym, aby jakoś przeżyć następną godzinę. Ciało działa jak w transie, ogranicza się jedynie do zadań absolutnie koniecznych aby jakoś przetrwać kolejny dzień. Ciężko wysilić się na chociażby najmniejszy uśmiech.
 
 

Dzięki wszystkim wydarzeniom, jakie w ostatnim czasie mnie spotkały wiem, że praca nad szczęściem i dobrym nastawieniem do życia ma sens. Mimo, iż powyższe słowa na równi z moją postawą w ciągu tych ostatnich dni raczej nie kipią optymizmem, tłumaczę sobie, że to tylko kolejny etap, to minie. Gorsze chwile, smutek i załamanie to integralna część życia i trzeba przez to przejść - nie ma innej rady. Mam do wyboru zamknąć się w domu na długie miesiące, lub zawalczyć o siebie i swoje szczęście. Poszukać pomocy jeśli jest to konieczne, nawet na siłę wyjść do ludzi, poszukać nowych, inspirujących zajęć i odwrócić swoją uwagę od problemu. Jeszcze kilka lat temu, w obliczu nieszczęścia pewnie skłoniłabym się ku pierwszej opcji, jednak dzięki wszystkim dobrym nawykom jakie wypracowałam sobie przez lata wiem, że nie poddam się tak łatwo. Mimo, że szczyt moich kuchennych aktywności ogranicza się jedynie do ugotowania wody na herbatę, bardzo powoli składam się do kupy i wiem, że jeszcze nie raz w życiu siebie (i Ciebie też) pozytywnie zaskoczę.

Mimo, iż obecnie nie jest najlepiej, to wzrokiem sięgam za horyzont i wypatruję mojego słońca, które prędzej czy później wyjdzie dla mnie na pewno. Siniaki zejdą, obolałe ciało i dusza przestanie sprawiać ból. Otrzepię kurz z kolan, wstanę na nogi i ruszę w moją podróż, bogatsza o nowe doświadczenia, o wiele mądrzejsza i dojrzalsza.

Z nawet najgorszej życiowej przygody można wyciągnąć dla siebie coś dobrego i nawet po najbardziej paskudnej burzy zawsze, absolutnie zawsze wychodzi słońce. Tego się trzymam...

 
Jeśli spodobał Ci się mój wpis, podziel się opinią w komentarzu lub kliknij kciuka w górę na Facebooku. Przypominam również, że codziennie możesz podglądać mnie na instagramie :-)

1 Komentarz

  1. niebieskooka pisze:

    Trzymaj sie, duzo sily zycze :*

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *