Paralaksa tła

„Slow life – zwolnij i zacznij żyć”

Wdzięczność na co dzień
30 czerwca 2016
Ibiza – wyspa, która nigdy nie śpi
27 lipca 2016
 

W ostatnich latach obserwowaliśmy wśród społeczeństwa modę na bycie zajętym. Brak czasu i wieczny pośpiech stał się dla wielu synonimem sukcesu. Osoba z napiętym grafikiem postrzegana była jako ambitna i spełniająca się zawodowo. A ktoś, kto ma czas na oglądanie telewizji, czy spokojny spacer z psem? Nudziarz ! Pewnie ma nieciekawe życie, nudną pracę i brak jakichkolwiek zainteresowań.

 
Wiele osób uległo modzie na zajętość, w tym również ja. Czułam się cool, kiedy kalendarz pękał w szwach. W tygodniu nie było mowy o błogim nic nierobieniu, ciągle trzeba było gdzieś pędzić.
Jedynym wolnym dniem była niedziela. Wolnym nie w pełnym tego słowa znaczeniu – wstawałam z budzikiem, by zrobić poranny trening. Popołudnie spędzałam zazwyczaj, jak mi się wtedy wydawało, na odpoczynku. Było to bezsensowne plątanie się po galerii handlowej w poszukiwaniu wcale niepotrzebnych mi pierdół. Czasem szłam do kina, czasem na obiad, a do domu wracałam wieczorem, zazwyczaj nie zrelaksowana czy wypoczęta, a zmęczona.
Z biegiem lat zaczęłam uzmysławiać sobie, że w moim życiu nie ma czasu ani na nudę, ani też na zwykły relaks czy odpoczynek. Widząc na półce w empiku ciekawą książkę, odruchowo wkładałam ją do koszyka, dopóki nie zdałam sobie sprawy, że nie mam czasu na czytanie, a w domu piętrzy się stos nieprzeczytanych książek. Gdy jakimś sposobem udało mi się znaleźć czas na czytanie, nie mogłam się zrelaksować i skupić na lekturze, bo w głowie miałam milion myśli o tym, że marnuję czas, że powinnam wysprzątać szafę, zrobić pranie albo dokończyć zawodowe zobowiązanie. Rezultat był taki, że po przeczytaniu kilku linijek darowałam sobie czytanie i szłam zająć się czymś, co było w moim odczuciu ważniejsze.
 
Z biegiem czasu taki stan rzeczy zaczął mi przeszkadzać...
Wieczne zagonienie przestało sprawiać mi radość i wcale nie powodowało, że czułam się spełniona. Zaczęłam uważniej przyglądać się czynnościom, jakie wypełniają moje dni i poszukać czasu na odpoczynek. Od poniedziałku do piątku ciężko wygospodarować chwilę na relaks, ale staram się, aby w ciągu dnia znaleźć czas na spokojny spacer z psem ( telefon zostaje wówczas w domu, nie ma mowy o całkowitym relaksie, gdy wciąż tkwię w trybie oczekiwania – na wiadomość, telefon, czy niesamowicie ważne newsy ze świata). Natomiast dniem całkowitego resetu jest u mnie niedziela. Mam wtedy czas na wszystko: na dłuższy sen, na spokojne przygotowanie i zjedzenie śniadania, na leżenie bez wyrzutów sumienia, na czytanie książek i po prostu totalny relaks. Niedziela jest teraz dla mnie mnie czymś w rodzaju klamry, która zamyka kończący się tydzień. Jest odprężającym i pozytywnym wstępem do nadchodzącego tygodnia.
 
 

Ostatnią niedzielę w całości poświeciłam czytaniu nowości wydawniczej, o której wszędzie ostatnimi czasy głośno i która znakomicie wpasowała się w moje poszukiwania równowagi w życiu. Joasia Glogaza w książce Slow life pisze, że doba powinna być podzielona na trzy części – osiem godzin na pracę, osiem na relaks i rozrywkę i pozostałe osiem na sen i regenerację. U mnie te proporcje są nieco zaburzone, ale staram się nad tym pracować i zachować zdrowy balans pomiędzy obowiązkami i odpoczynkiem.


Zainspirowana lekturą Slow life stworzyłam dla Ciebie kilka wskazówek, które będą pomocne w znalezieniu czasu na relaks i odpoczynek.


Rób mniej

Ciężko skupić się na odpoczynku, gdy masz do zrobienia milion rzeczy. Dlatego stwórz swoją listę priorytetów. Mają to być rzeczy, czynności czy cele, które są dla Ciebie najważniejsze i na których chcesz się skupić. Te, które są mniej ważne, po prostu odpuść. Doba faktycznie ma za mało godzin, jeśli chcesz poświęcić swoją uwagę wszystkiemu, ale przecież nie o to w życiu chodzi. Wyznacz sobie jasno kwestie, które są dla Ciebie nadrzędne i to im poświęcaj czas. Przemyśl dokładnie wszystkie swoje dodatkowe zajęcia i zrezygnuj z tych, które tak naprawdę nie są dla Ciebie ważne i nie sprawiają Ci stuprocentowej przyjemności. Masz spełniać swoje oczekiwania, nie oczekiwania Twojego otoczenia.

Liczy się tu i teraz

Skup się na tym, co robisz. Jeśli jest to trening, myśl o treningu. Jeśli jesteś w trakcie posiłku, skup się na jedzeniu i rozkoszuj się nim. Jeśli łapiesz się na tym, że w trakcie czytania książki nagle myślisz o dziecku sąsiada z trzeciego piętra, skieruj swoje myśli ponownie na właściwy tor. Poświęć 100% uwagi temu, co dzieje się tu i teraz – Twojemu zachowaniu, otoczeniu czy ludziach wokół Ciebie. To ćwiczenie wymaga nieco wysiłku i praktyki, ale z czasem wchodzi w krew.

Bądź obecny

Jesteś na spotkaniu z koleżanką. Niby słuchasz, co ma Ci do powiedzenia, ale gdzieś z tyłu głowy myślisz o rzeczach, jakie musisz zrobić po powrocie do domu. O filmie, jaki ostatnio widziałaś. O ładnej fryzurze kobiety siedzącej stolik obok. Albo czekasz, aż koleżanka skończy mówić, abyś nareszcie mogła opowiedzieć jej o sobie i swoich nowinkach. W spotkaniach towarzyskich nie chodzi o to, aby po prostu być na nich obecnym. Chodzi o prawdziwe połączenie się z naszym towarzyszem. Każdemu z nas zdarza się być myślami gdzie indziej, ale z odrobiną uporu i chęci, można przestawić mózg i skupić się na osobie, z którą jesteś w danej chwili.

 
 
Odłącz się od internetu

Pisałam o tym wcześniej – nawet w trakcie spaceru z psem, odruchowo zerkam w telefon. Często sprawdzam newsy w obawie, że ominie mnie coś ważnego. Nawet jeśli gdzieś na drugim końcu świata dzieje się obecnie coś ważnego – jaki to ma wpływ na Ciebie i czy stanie się coś strasznego, jeśli dowiesz się o tym z godzinnym opóźnieniem ? Nie ma mowy o relaksie, jeśli cały czas jesteś nastawiony na otrzymywanie wiadomości.

Doceń naturę

Większość życia spędzamy w zamknięciu. Czy to w biurze, w domu czy samochodzie. Spróbuj przez chociażby kwadrans dziennie pobyć sam na sam z naturą – bez telefonu i innych rozpraszaczy. Zaczerpnij do płuc świeżego powietrza, rozkoszuj się ciszą i otaczającą Cię zielenią. Zbawienny wpływ na dobre samopoczucie ma ruch na świeżym powietrzu. Ja odnalazłam prawdziwą radość w porannym bieganiu. Raz na jakiś czas wstaję wcześnie, zanim cały świat zbudzi się do życia. Rozkoszuję się ciszą i odgłosami natury, a czasem po prostu wkładam do uszu słuchawki z ulubioną muzyką i podziwiam piękne widoki. Kilka kilometrów biegu o poranku niesamowicie poprawia mi nastrój i pozytywnie nastraja mnie na resztę dnia.

Naucz się jeść powoli

Zorganizuj sobie czas na spokojne zjedzenie posiłku. Nie wrzucaj do gardła kolejnych kęsów w biegu gdzieśpomiędzy kuchnią a salonem. Usiądź, zrelaksuj się, jedz powoli. Korzyści są podwójne – jesteś bardziej świadomy jedzenia, więc Twój żołądek zapełni się szybciej mniejszą ilością pożywienia. Po drugie, wyostrzasz zmysły na smak i zapach jedzenia, przez co smakuje ono o niebo lepiej.

Rób jedną rzecz na raz

Nie mam podzielnej uwagi i wcale się tego nie wstydzę. Gdy usiłuję się skupić na kilku rzeczach na raz, w rezultacie niczego nie robię dobrze. Gdy Twoje myśli zbiegają na boczny tor, przywołaj się do porządku, odetchnij i skup się ponownie na zaczętym zadaniu.

 
 
Postaraj się odnaleźć przyjemność nawet w nieciekawych zajęciach

Autorka „Slow life” przytacza tutaj przykład mycia naczyń. Nigdy nie było to jej ulubione zajęcie. Jej podejście do tej czynności uległo zmianie, od kiedy zmieniła perspektywę jego postrzegania. Zamiast w myślach przeklinać brak zmywarki, skupia się na przyjemności, jaką daje strumień ciepłej wody jej dłoniom oraz na tym, jak miło jest zmywać z naczyń cały ten brud i płukać je do momentu, aż stają się lśniące i gładkie. Na mnie podobnie działa mycie samochodu. Uwielbiam widzieć cały ten brud spływający z karoserii. Mycie auta działa na mnie bardzo oczyszczająco (na moje auto również ;) ) Każde zajęcie można uczynić przyjemnym, jeśli zmienimy sposób jego postrzegania.

Skup się na oddechu

Zatrzymaj się na moment, zamknij oczy i weź głęboki oddech. Później jeszcze jeden… i kolejny. Spróbuj wyczyścić swoje myśli i zrelaksować się. Wydaje się banalne, ale jakże trudno jest nie myśleć o niczym innym? Ja miałam z tym spory problem, a pomocna okazała się dla mnie joga. Mowa o jej ostatniej fazie, czyli śavasanie, zwanej również pozycją trupa. Jedyna rzecz, na której się wówczas skupiam, to kompletne rozluźnienie każdego mięśnia w moim ciele. Wyganiam z głowy wszelkie myśli, całkowicie sprzątam umysł.
Odetchnij głęboko. Poczuj, jak Twój umysł się oczyszcza. Poczuj, jak wciągasz powietrze do płuc na wdechu, a wraz z wydechem wypuszczasz stres i zmartwienia. To naprawdę działa. Spróbuj już teraz. To naprawdę pomaga :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *